Katarzyna Miszczuk w wywiadzie dla Strefy Trelaksu

Wywiad z Panią Katarzyną Miszczuk – autorką m.in. Szeptuchy, Wilczycy czy Ja, Diablica

Po wymianie korespondencyjnej z Panią Katarzyną Miszczuk (gratulowałem Autorce wydania najnowszej książki), okazała się Ona być na tyle miłą osobą, że zgodziła się na wywiad.Przypomnę tylko, że Pani Katarzyna swoją pierwszą powieść napisała w wieku 15 lat.  Jest autorką m.in. „Wilka”, „Wilczycy”, „Ja, Diabeł”, czy najnowszej powieści osadzonej w alternatywnej XXI wiecznej Polsce Słowian: „Szeptuchy”. Za „Wilczycę” Pani Katarzyna  została nominowana do Nagrody Nautilus.

Wywiad z marca 2016 roku, czyli dwa miesiące po premierze Szeptuchy.

(StrefaTrelaksu) Dzień dobry, bardzo mi miło, że znalazła Pani czas na rozmowę. I właśnie, odnośnie czasu. Jak sobie Pani z nim radzi? Na początku roku wydała Pani nową książkę, organizuje Pani spotkania autorskie, odpisuje na maile czytelników, prowadzi Pani aktywnie strony na portalach społecznościowych i ma Pani jeszcze czas na wywiady. Czy zostaje choć chwila na pisanie następnych książek, a może po premierze ma Pani pisarski „urlop”?

Katarzyna Miszczuk: Witam. Niestety w ogóle nie radzę sobie z czasem! Ciągle mam go za mało, a jak już udaje mi się wygospodarować wolną chwilę to w tajemniczych okolicznościach trwa znacznie krócej niż powinna. Staram się regularnie odpisywać na maile i śledzić portale społecznościowe, jednak zwłaszcza w okolicy premiery kolejnej powieści staje się to bardzo trudne. Ilość wiadomości zawsze wtedy gwałtownie wzrasta, do tego dochodzą akcje promocyjne mojego wydawcy, naciski na kolejną książkę. Poza pisaniem pracuję jeszcze w zawodzie lekarza, na pełen etat. Czasem połączenie tej pracy z pisarstwem staje się bardzo trudne. Niestety na razie nie planuję urlopu od pisania – gonią mnie terminy! Ale może po wydaniu kolejnego tomu cyklu „Kwiat paproci” dam odpocząć plecom od siedzenia przy biurku?

Pani najnowsza powieść – Szeptucha została wydana na początku tego roku. Szeptucha jest zupełnie inna od poprzednich napisanych poprzez Panią powieści. Sięga Pani w niej często do legend, mitów i tradycji słowiańskich. Co skłoniło Panią do zajęcia się tym zagadnieniem? Zauważalna w ostatnich miesiącach popularność tematu czy może coś innego?

Staram się śledzić rynek wydawniczy i wyszukiwać tematy, o których nikt jeszcze nie pisał. Mój cykl anielsko-diabelski powstał w momencie, gdy w polskich księgarniach nie było żadnej powieści o takiej tematyce. Pomysł na napisanie „Szeptuchy” wpadł mi do głowy kilka lat temu, gdy ciężko było znaleźć na półkach cokolwiek powiązanego z dawnymi wierzeniami Słowian, oczywiście poza „Wiedźminem” Andrzeja Sapkowskiego. Początkowo nic nie wiedziałam o religii Słowian, obyczajach, świętach. Gdy zaczęłam zgłębiać ten temat, pochłonął mnie bez reszty. Materiały potrzebne do napisania powieści zbierałam aż cztery lata zanim uznałam, że mogę zmierzyć się z tą historią. W swojej powieści chciałam zafascynować Czytelników ciekawostkami i mitami, które poznałam.

Podziwiam Pani pracę. Cztery lata samego zbierania materiałów to doprawdy nie mało. Na czym najbardziej koncentrowała się Pani, pisząc ”Szeptuchę”?

Chyba najbardziej koncentrowałam się na demonologii polskiej. Zachwycił mnie niezwykle rozbudowany świat boginek i demonów. Nie zdawałam sobie nawet sprawy z tego, że jest ich aż tak dużo! Praktycznie każdy rejon naszego kraju miał własne legendy, bóstwa i demony. Chciałam pokazać Czytelnikom to bogactwo w formie lekkiej powieści, w którą powplatałam książkowe informacje.

Więc jednak trzyma się Pani tematu demonów. Zmieniając temat na bardziej ogólny, proszę powiedzieć jeśli to nie tajemnica, skąd Pani pomysły na nowe książki?

Najczęściej czerpię pomysły z otoczenia. Uważnie obserwuję najbliższych, przechodniów. Zwiedzam nowe miejsca. Pomysł na „Szeptuchę” zrodził się w mojej głowie podczas wędrówki po Świętokrzyskim Parku Narodowym. Kilka razy w roku jeżdżę w te okolice do Rodziny. Zawsze uciekam na spacer po lesie, który za każdym razem wydaje się inny. Pomysł na napisanie cyklu diabelsko-anielskiego powstał w mojej głowie podczas wakacji, gdy opalając się na leżaku stwierdziłam: „jest tu gorąco jak w piekle”. Zaczęłam zastanawiać się jak wygląda piekło i jacy byliby jego mieszkańcy, gdyby przypominało grecką wyspę.

A czy cechy charakteru znajomych, rodziny, przenosi Pani na swoich bohaterów?

Jak każdy pisarz jestem bezczelnym złodziejaszkiem, który niektóre cechy charakteru najbliższych, ale także zupełnie obcych osób przemyca w swoich postaciach by dodać im wiarygodności. Podkradam najróżniejsze cechy – i te złe i te dobre.

Do kogo kieruje Pani swoją twórczość?

Przy pisaniu kieruję się zasadą: piszę to, co sama chciałabym przeczytać. Jednak na podstawie tej zasady można by niesłusznie zawęzić krąg moich odbiorców do dwudziestokilkuletnich kobiet. Patrząc po przekroju wiekowym moich Czytelników na portalach społecznościowych lub spotkaniach autorskich można dojść do wniosku, że czytają mnie wszyscy. Począwszy od kilkunastoletniej młodzieży zaczytującej się w „Wilku” przez młode kobiety i mężczyzn sięgających po cykl anielsko-diabelski lub powieść grozy „Druga Szansa”, aż wreszcie po koneserów kryminałów, którzy spotkali się z moją twórczością dzięki „Pustułce”. „Szeptucha” także nie ma swojego oficjalnego „targetu”. Spodoba się młodym, a także trochę starszym Czytelnikom.

Ma Pani bardzo ciekawą historię pisarską. Bardzo wcześnie zaczęła Pani pisać. Ale jak to się właściwie zaczęło? Czy na decyzję o zastaniu pisarką wpłynęły konkretne wydarzenia?

Jestem jedynaczką, która zawsze bawiła się sama mając za towarzysza jedynie swoją wyobraźnię. Już jako mała dziewczynka pisałam swoje pierwsze opowiadania, a następnie je ilustrowałam. Na pewno duży wpływ na napisanie pierwszej powieści miała moja praca w gazetce szkolnej w gimnazjum, gdzie szlifowałam warsztat. Powieść „Wilk” napisałam w wieku piętnastu lat, w wakacje po ostatniej klasie gimnazjum. Pamiętam, że wszyscy znajomi wyjechali na wakacje, a ja zostałam w domu. Wróciłam wtedy do dawnej przyjaciółki z dzieciństwa – mojej wyobraźni. Pisanie „Wilka” było świetną zabawą.

Zdaje się Pani być osobą bardzo pogodną, tryskającą wręcz energią. Skąd u Pani taki optymizm?

Och, bardzo mi miło, że tak mnie Pan postrzega! Sama uważam się chyba raczej za pesymistkę, która zawsze ma przed oczami najczarniejszy scenariusz. Chociaż może właśnie stąd bierze się mój dobry humor? Wszystko zawsze skrupulatnie planuję, często na kilka lat w przód, zawsze biorąc pod uwagę najgorsze scenariusze. W związku z tym mało co może mnie zaskoczyć – chyba, że jakieś wyjątkowo dobre zakończenie, którego się nie spodziewałam. Z drugiej strony nawet, gdy spełnia się jakiś czarny scenariusz staram się nie tracić ducha i usiłuję wymyślić nowy plan posiłkując się humorem.

A teraz pytanie które obiecałem zadać w imieniu czytających Strefę Trelaksu. Jest Pani aktywną pisarką, dodatkowo skończyła Pani medycynę. Czy ma Pani w ogóle czas na jakieś inne zainteresowania?

Bardzo lubię podróże. To zamiłowanie jest zasługą mojej Mamy, nauczycielki geografii, z którą zwiedzałam Europę. Niestety teraz, gdy dopadło mnie dorosłe życie, obowiązki, praca i podatki nie jest już tak łatwo znaleźć na to czas.

Rozumiem doskonale. Drugie pytanie od odbiorców bloga: Czy ma Pani swojego ulubionego bohatera literackiego?

Teraz chyba wzbudzę wybuch śmiechu u wszystkich Czytelników Strefy Relaksu, ale z łezką w oku wspominam Hermionę z powieści J.K. Rowling. Gdy po raz pierwszy czytałam cykl o Harrym Potterze byłam w wieku jej bohaterów i razem z nimi dorastałam. Bardzo polubiłam Hermionę, w której widziałam samą siebie: począwszy od burzy włosów, trudnych do ujarzmienia poprzez zamiłowanie do czytania starych książek i nauki. Kibicowałam jej przez wszystkie części i marzyłam by tak jak ona najpierw się zaprzyjaźnić, a później pokochać przyjaciela. Po latach mi się to udało. A także jak Hermiona nauczyłam się poskramiać poplątane włosy.

To wcale nie jest takie śmieszne! Wielu z nas z sentymentem wspomina Harrego Pottera i jego niezwykłe przygody, zwłaszcza teraz gdy w przygotowaniu jest nowa książka (więcej tutaj). Co jest dla Pani najważniejsze w byciu pisarzem?

Reakcje Czytelników na moje powieści. W tej chwili nie piszę już dla siebie. Tworzę powieści dla Nich. Chcę opowiedzieć nowe historie, ciekawostki, czy przedstawiać uczucia, które zachwycą moich Czytelników. Bez Czytelników ja nie byłabym pisarką.

Czy zastanawiała się Pani nad wydaniem tytułu pod pseudonimem artystycznym?

W zasadzie cały czas to robię, bo po ślubie przyjęłam nazwisko Męża. Na moich powieściach jednak wciąż jest drukowane nazwisko panieńskie, by nie wprowadzić Czytelników w błąd.

Czy ma Pani jakąś poradę dla osób które jakoś nie mogą się przełamać, znaleźć wydawnictwa, chcą wydać swoją pierwszą książkę?

Przede wszystkim nie należy się poddawać. Na pocieszenie mogę powiedzieć, że moją powieść „Ja, diablica” odrzuciło kilka wydawnictw zanim rozpoczęłam współpracę z W.A.B. Inni wydawcy ją odrzucili, a książka ta osiągnęła olbrzymi sukces i dzięki niej ciągle piszę. Z tego powodu uważam, że nie wolno się poddawać. Ja się nie poddałam i dzięki temu mam teraz na koncie dziewięć wydanych powieści.

Bardzo się cieszę, że mogłem z Panią chwilę porozmawiać i przeprowadzić ten krótki wywiad. W imieniu swoim i wszystkich czytelników dziękuję za poświęcony czas.

Ja także bardzo dziękuję.

Link do profilu na Facebooku Pani Katarzyny, a na nim informację o spotkaniach autorskich i planach pisarskich autorki: