Steins Gate- recenzja anime na Strefie Trelaksu

Steins;Gate (anime)

Steins Gate- recenzja anime na Strefie Trelaksu Nazwa: Steins;Gate
Typ: TV
Data emisji: 06.04.2011 r.
Data zakończenia: 14.09.2011 r.
Liczba odcinków: 24
Studio: FUNimation Entertainment, Media Factory, Movic, Frontier Works, AT-X, Kadokawa Pictures Japan, Nitroplus, White Fox
Długość odcinka: 24 minuty
Moja recenzja: Bardzo lubię motyw przenoszenia się w czasie. Słowa takie jak: linie światów, rzeczywistość beta, czasoprzestrzeń czy n-wymiarowość są miodem dla moich uszu. Jednak sympatia jaką darzę Steins;Gate nie wynika tylko z poruszenia przez tę serię ulubionej tematyki, lecz z głębi bohaterów i przesłania jakie to anime ze sobą niesie.

Rintarō: Zrobię to, skoro taki jest wybór Bramy Steina… Jestem szalonym naukowcem, Hōōinem Kyōmą! Oszukanie świata nie jest dla mnie niczym trudnym! Hahahahahahaha hahahahahahaha.
Itaru: Okarin powrócił do swojej dawnej formy.
Mayuri: Mayushii jednak woli, kiedy Okarin zachowuje się w ten sposób.
Rintarō: Powtórzę to jeszcze raz. Jestem… szalonym naukowcem… Hōōinem Kyōmą… a świat leży na wyciągnięcie mojej dłoni!”

Cała akcja tego fenomenalnego anime zaczyna się w chwili, gdy główny bohater Rintarou Okabe, młody mężczyzna zgrywający szalonego naukowca, wraz ze swoimi „asystentami”, oddającymi się konstruowaniu równie dziwnych co bezużytecznych wynalazków, przypadkowo składa urządzenie pozwalające na wysyłanie wiadomości w czasie, a dokładniej w przeszłość. Za pomocą „Telefonicznej Mikrofali (nazwa tymczasowa)” wysyłają oni e-mail kilka dni wstecz, zmieniając tym samym bieg czasu. Po udanych testach grupa badaczy zamierza dowiedzieć się więcej o zasadzie funkcjonowania urządzenia i postanawia włamać się do bazy danych SERNu (jak się okazuje tajnej organizacji pragnącej przejąć władze nad światem). Informacje na które natrafiają okazują się równie szokujące, co niebezpieczne, a bohaterowie stają się celem organizacji…

Cała fabuła rozkręca się na dobre, odsłaniając w mairę upływu czasu wszystkie zalety produkcji. W bardzo interesujący sposób zostały wytłumaczone naukowe wątki anime. Widz nie posiadający przed oglądaniem wiedzy z zakresu wielowymiarowości zostaje nią niejako przepełniony podczas rozwoju akcji. Narracja nie sprawi nikomu przykrości, gdyż przekazywana wiedza jest wiedzą praktyczną wynikająca z doświadczeń, a nie nudną teorią. Na uwagę zasługuje również fabularne zakończenie, które jest zupełnie czymś innym niż zazwyczaj oferowany „koniec” w japońskich anime. Jest ono pozbawione jakichkolwiek niedomówień, zamyka wszystkie wątki przez co niesie satysfakcję i sprawia wiele radości. Widać, że całość była zaplanowana i dopracowana od początku do końca, co niestety jest rzadkim zjawiskiem w japońskiej animacji.

Rintarō: Wszechświat ma swój początek, ale nie ma końca. Nieskończone. Gwiazdy również mają swój początek, ale ich własna potęga staje się przyczyną końca. Skończone. Ci, którzy zostali obdarzeni mądrością, są największymi głupcami. Historia nam to udowodniła. Można powiedzieć, że to ostatnie ostrzeżenie od Boga dla tych, którzy próbują się opierać.”

Jedną z największych zalet tego tytułu są dobrze scharakteryzowani i niebanalni bohaterowie. Potrafią przyciągnąć na siebie uwagę nawet wtedy gdy są gdzieś w pobocznym wątku z dala od głównej fabuły.  Główne postacie są stworzone niemal perfekcyjnie, kreując w przedstawionym świecie relacje będące sercem opowieści. Steins;Gate - recenzja anime na Strefie Trelaksu

Przywódca laboratorium cudownych wynalazków – Rintarou Okabe jest bohaterem nietuzinkowym, niedającym się zamknąć w żadne ramy. Zgrywa szalonego naukowca, będąc przy tym niezwykle dziecinnym, lecz gdzieś tam w głębi jest dojrzałym i roztropnym mężczyzną. Jego manie prześladowcze z początku odgrywają bardzo istotyny humorystyczny element. Potrafi on mówić od rzeczy do wyłączonego telefonu komórkowego i planuje przejęcie władzy nad światem. Wszystko jednak zmienia się wraz z rozwojem akcji. Odsłania on uśpione pokłady empatii i roztropności. Jego najlepszy przyjaciel Daru jest grubym jak sam siebie określa „super-hakerem”.  Za jego sprawą anime przesiąknięte jest komediowymi scenami. Do labolatorium dołącza również Kurisu – wyksztaucona w USA młoda Pani naukowiec. Jest niezwykle inteligentna i wrażliwa, co w połączeniu z resztą zespołu daje wybuchowy efekt. Nie sposób nie wspomnieć także o trochę oderwanej od rzeczywistości Mayuri – dziewczyny będącej „zakładniczką” szalonego naukowca i potrafiącej wypowiedzieć swe charakterystyczne „Tutturu!” Jest jeszcze całe mnóstwo innych postaci pojawiających się w różnych momentach fabuły i niejednokrotnie odgrywających w niej zaskakujące role.

Kurisu: Na pierwszej randce najważniejszą sprawą jest wywarcie na partnerze pozytywnego wrażenia. Jeśli chodzi o ubranie, to nie ma potrzeby zakładać drogich, markowych strojów, wystarczy coś czystego…
Rintarō: W tym elemencie wypadam świetnie. Nie ma nic czystszego niż kitel naukowca.”

Co warte podkreślenia, relacje między bohaterami są złożone. Podczas oglądania niejednokrotnie trafimy na sceny w których na pierwszy rzut oka nic się nie dzieje, np. na scenę rozmowy o pogodzie, przygotowywania posiłków czy wyjścia na zakupy. Jednak to właśnie dzięki przedstawieniu takich sytuacji możemy zaobserwować jak pomiędzy bohaterami tworzą się więzi i jak więzi te wpływają na całą rzeczywistość. Niewątpliwe więc warto obejrzeć to anime choćby ze względu na wykreowanie postacie, które niesamowicie bawiąc zapadają głęboko w pamięć.

Steins;Gate - recenzja anime na Strefie Trelaksu Kolejną zaletą Steins;Gate jest jego jakość wykonania. Oprawa graficzna jest naprawdę ładna. Na ekranie powtarzają się raczej stonowane kolory – najczęściej białe i szare tła. Bardzo ciekawym pomysłem tworzącym specyficzny klimat było użycie przerywników w postaci teł ze zmieniającą się datą i godziną.

Na duży plus zasługuje także to, że podczas oglądania prawie wcale nie pojawią się modele 3D, które w mojej ocenie kompletnie nie pasują do większości anime (z nielicznymi wyjątkami jak np. Ergo Proxy). Kreska jest całkiem przyjemna dla oka i pozostaje w dużym stopniu wierna stylistyce oryginału. Projekty postaci są bardzo zróżnicowane i starannie wykonane, akcja dzieje się w wielu różnych miejsca z szczegółowym tłem. Jeżeli miałbym czegoś się doczepić to chyba tylko tego, że twórcy nie pokusili się jednak o wzbogacenie garderoby bohaterów – większość z nich całą serię przechodzi w jednym i tym samym stroju. Nie jest to jednak wada wpływająca na odbiór estetyki dzieła.

Docenić należy także twórców za wykonanie zarówno openingu jak i endingu. Za przygotowanie openingu (motyw z kołem zębatym) odpowiada Konako It, a za przygotowanie endingu (motyw z klepsydrą) Yui Sakakibara.

Soundtrack, choć w mojej opinii idealnie pasuje do klimatu serii,  niestety nie należy do tych, które na długo zapadają w pamięć. Udźwiękowienie stoi także na bardzo wysokim poziomie, jednak ścieżka dźwiękowa jest oszczędna. Na wyróżnienie zasługuje tylko opening (Hacking to the Gate). Jeżeli o chodzi o ścieżkę dźwiękową – brakowało mi „tego czegoś”.

Na uwagę zasługuje również voice acting, który  został  zrealizowany na najwyższym poziomie. Okabemu głosu użyczył Miyano Mamoru (Light z Death), tworząc naprawdę świetną kreację, z którą w miarę upływu czasu  widz zaprzyjaźnia się coraz bardziej.  Nie gorzej wypadli Imai Asami jako Kurisu czy Seki Tomokazu jako Daru. W Mayuri wcieliła się natomiast Hanazawa Kana (Kobato z Kobato) która użyczając swojego słodkiego głosu również świetnie wkomponowała się w całość.

Makise Kurisu: Czas mija tak szybko. W tej chwili mam ochotę poskarżyć się Einsteinowi. Wiesz, Okabe, to, czy czas mija szybko, czy powoli, zależy od twojego postrzegania. Teoria względności jest taka romantyczna… i taka smutna.”

w Steins;Gate twórcy ukazują nam, że nawet najmniejsze działania jakie wykonujemy w codziennym życiu mogą mieć bardzo poważne konsekwencje nie tylko dla naszego życia ale i całego otaczającego nas świata. Ukazują również jak ogromny wpływ na ludzki umysł może mieć przeżywanie wciąż tych samych, przeważnie bardzo tragicznych wydarzeń – w przypadku bohatera dosłownie tych samych, gdyż cofa się on w czasie. Jest to oczywiście odniesienie do naszych traum i powracających tragicznych scen z naszego życia. Niemożność uratowania bliskich, bez względu na działania jakie podejmujemy i ciągłe obserwowanie rozgrywającego się wokół nas dramatu to coś, co powinno mieć ogromny wpływ na przeciętnego człowieka i tak właśnie jest w przypadku głównego bohatera, który z każdym kolejnym powrotem do przeszłości coraz bardziej się zmienia.

Podsumowując, Steins:Gate pomimo tego, że porusza kwestię przenoszenia się w czasie jak np. Boku Dake ga Inai Machi, znacznie odbiega od przeciętności, tworząc wyjątkową i niepowtarzalną opowieść. Jest nie tylko jednym z najlepszych anime jakie widziałem, ale także jednym z najlepszych dzieł jako takich które kiedykolwiek przyszło mi zobaczyć. Jest produkcją starannie dopracowaną i przemyślaną – lepiej nawet niż niejeden wysokiej klasy film. Cała fabuła, oraz wszystkie wątki, zostaje dokładnie wytłumaczone dzięki czemu widz nie poczuje się zagubiony i nie stwierdzi, że cała historia nie ma sensu.

Moja ocena: aa aa Polecam wszystkim. Ten tytuł każdy zdecydowanie powinien obejrzeć!

A Wy oglądaliście już anime Steins;Gate? Jak podobały się wam wątki miłosne ukazane w serii?