Makbet - recenzja filmu na Strefie Trelaksu

Makbet – Justin Kurzel (film)

Makbet - recenzja filmu na Strefie Trelaksu Tytuł polski: Makbet
tytuł oryginalny: Macbeth
data premiery: 27 listopada 2015 (Polska) 23 maja 2015 (świat)
gatunek: dramat
reżyser: Justin Kurzel
moja recenzja: Teatr w kinie, dosłowna adaptacja oraz wielki hołd oddany Szekspirowi. Tymi trzema zdaniami najtrafniej można opisać Makbeta – nowy film Justina Kurzela.

Niewątpliwie największym atutem dramatów Szekspira jest ich język oraz ponadczasowe przesłanie. To właśnie dzięki ponadczasowemu przesłaniu wszelkiego gatunku twórcy, artyści i aktorzy z chęcią sięgają po dzieła wielkiego Anglika.

„Cześć, ci Makbecie! Przyszły królu, cześć ci!”

Dla przypomnienia wszystkim tym którzy nie czytali (niech koniecznie to nadrobią!) lub nie oglądali fabuła przedstawia się następująco: urzeczony przepowiednią dostąpienia wielu zaszczytów, a spośród nich obietnicy, że zostanie obwołany królem, główny bohater – Magbet, idąc za podszeptami swej żony, kobiety chorobliwie owładniętej żądzą władzy, zabijają króla Dunkana. Wydarzenie to rzutuje na całą przyszłość świeżo upieczonej królewskiej pary, która w celu zachowania korony brnie dalej w zbrodnie i szaleństwo, które stopniowo ich wyniszcza. Nawet gdy oboje już doczekali się spełnienia wróżby, ich życie staje się przykre i nieszczęśliwe. Wyrzuty sumienia, świadomość popełnionych czynów i zbrodni prowadzi ich do ostatecznej klęski. Lady Makbet popełnia samobójstwo, zaś sam Makbet ginie zgodnie ze słowami tej samej wywieszczonej na początku przepowiedni z rąk Makdufa.

Początek filmu – scena bitwy, jest prawdziwą ucztą dla oczu. Realizowana w slow motion z dynamicznym montażem i różnokolorowymi filtrami daje oszałamiający efekt. W dalszych scenach akcja mocno zwalnia, a sam film przechodzi w bardziej mroczny klimaty.

Film, jak już wspomniałem na początku, jest dziełem mocno teatralnym. W głównej mierze koncentruje się na bohaterach. Scenografia i muzyka stanowi (jak na dramat przystało) tylko dopełnienie i nie ma przysłaniać aktorów. Taka forma stanowi wyzwanie, wysoko stawiając poprzeczkę aktorom. Makbet - recenzja filmu na Strefie Trelaksu

„Ciężkie to czasy, w których człek jest zdrajcą, Nie wiedząc o tym.”

Aktorzy stanęli zdecydowanie na wysokości zadania. Urzekła mnie rola Marion Cotillar (Lady Makbet). Potrafiła doskonale wczuć się w postać królowej, odrywającej się od ludzkich odruchów, popadającej wręcz w szaleństwo. Michael Fassbender (tytułowy Makbet) również dobrze poradził sobie z powierzonym zadaniem. Na ekranie zobaczymy również fenomenalnego Seana Harrisa (Makduff).

Pomimo bardzo dobrej obsady aktorskiej, cały przekaz emocjonalny zawiera się głównie w wystudiowanej mimice i wypowiadanych kwestiach. Na dłuższą metę może okazać się to nużące. Dialogi są wzięte wprost z dramatu, co ma za zadanie jeszcze bardziej zwiększyć poetyckości i teatralności dzieła, choć chwilami współczesny widz może czuć się znużony trudnym, archaicznym językiem.

Docenić należy Adama Arkapawa za fantastyczne zdjęcia w bardzo mrocznym i hipnotyzującym wręcz klimacie, obfitujące w wielobarwną metaforykę. To niewątpliwie jedna z najmocniejszych stron tego filmu. Szkockie natura, lasy, wioski oraz dobrze dopracowane sceny bitewne niewątpliwie wprowadzają widza w Szekspirowski świat pełen metafor i symboli, w sposób godny wielkiego dzieła jakim jest Makbet. Miejscami jednak lokacje są jakby celowo przysłonięte, by nie odwracać uwagi od aktorów.

„Nie byłbym zdolny zdradzić nawet diabła. Przed diabłem.”

Makbet - recenzja filmu na Strefie Trelaksu Muzyka, choć miejscami bardzo prosta (ograniczona jest często wyłącznie do dźwięków jednego instrumentu takiego jak skrzypce czy kontrabas) nadaje całemu dziełu urok. Pozwala wczuć się w mroczny klimat i sprawia, że w kluczowych scenach ciarki przebiegają po plecach.

Podsumowując film Kurzela jest piękną, zachwycającą i wierną adaptacją Szekspira. Oddaje sens pierwowzoru. Nie jest to jednak dzieło łatwe do odbioru, czy lekkie – nadające się na niedzielny poranek. Naszpikowany metaforami i symboliką jest bardziej sztuką teatralną niż filmem, zmuszającą do reflekcji nad samym sobą, nad własnymi żądzami i własnym sumieniem. Polecam wszystkim, szczególnie lubującym się w teatrze Elżbietańskim. Nie będziecie zawiedzeni.

Moja ocena: aa aa Polecam wszystkim bez względu na wiek czy upodobania filmowe. Ten film po prostu trzeba obejrzeć.

A czy Wy mieliście już okazję oglądać nowego Makbeta? Jak podobała wam się gra Michaela Fassbendera?