Dziewczyna z portretu - recenzja filmu

Dziewczyna z portretu – Tom Hooper (film)

Dziewczyna z portretu - recenzja filmu Tytuł polski: Dziewczyna z portretu
tytuł oryginalny: The Danish Girl
data premiery: 22 stycznia 2016 (Polska) 5 września 2015 (świat)
gatunek: biograficzne, dramat
reżyser: Tom Hooper
moja recenzja: Miałem okazję parę dni temu obejrzeć dzieło zdobywcy Oskara Toma Hoopera – „Dziewczyna z portretu”. Nie mogłem przejść obok tego tytułu obojętnie (choćby z powodu pierwowzoru – książki pod tym samym tytułem którą właśnie czytam.

Już na samym początku recenzji muszę przyznać, że film jest bardzo poważnym dziełem o pięknym morale i trudnej tematyce. Właśnie tematyka, choć kontrowersyjna, została pokazana niezwykle ciekawie od zupełnie innej niż zazwyczaj strony, ale od początku:

Einar Wegener i jego żona Gerda są parą artystów (malarzy). On ma już ugruntowaną pozycję na rynku – jego krajobrazy cieszą się popularnością, a ona dopiero zaczyna zyskiwać sławę jako portrecistka. Są zgodnym, kochającym się małżeństwem, starającym się od dłuższego czasu o dziecko. Zwrot następuje w momencie, gdy pewnego dnia Gerda prosi męża, by przywdział elementy damskiej garderoby (rajstopy) aby, patrząc na niego, mogła skończyć zamówioną pracę. W Einarze zaczynają budzić się dziwne myśli i uczucia. Zaczyna budzić się Lili.

 Film przedstawia historię zainspirowaną prawdziwymi wydarzeniami z życia. Główny tematem jak się zdaje jest zmiana płci Einara w Lili, z mężczyzny w kobietę. Temat trans-płciowości jest obecnie mocno roztrząsany przez opinię publiczną na całym świecie. Dziewczyna z portretu - recenzja filmu na Strefie Trelaksu

Ciągle obecna jest walka przeciwników (uważających zmianą płci za dewiację seksualną i chorobę psychiczną), wspieranych przez kościół i środowiska konserwatywne z zwolennikami (charakteryzującymi się pełną wyrozumiałością, popierającymi dążenie osób transseksualnych do zmian operacyjnych, dzięki którym mogą się stać tym, kim się czują) wspieranymi przez środowiska lewicowe i liberalne. Mam wrażenie, że jednak pomiędzy nimi jest spora grupa osób, która albo nie ma wyrobionej opinii na ten temat (takie rzeczy mnie nie interesują, nie znam nikogo takiego, to po co mam się nad tym zastanawiać), albo są bardziej umiarkowani (niech sobie żyją jak chcą tylko niech się z tym nie obnoszą). Film zmusza do refleksji, do zadania pytania: A ja? Po której stronie jestem? Co ja myślę na ten temat.

Tematyka jak widać na pierwszy rzut oka jest bardzo kontrowersyjna. Przyznaje, że na początku pomyślałem, że ta kontrowersja ma służyć reklamie (wiecie jak to jest, dzieła kontrowersyjne mają silne przebicie, ale zazwyczaj są „nie najwyższych” lotów, tak samo niektóre gwiazdy budują swoją „markę” na skandalach i tylko na skandalach, a później są znani tylko z tego, że są znani). Miło się jednak rozczarowałem. Tabu w postaci zmiany płci było tylko tłem, zaś tym co ważne, tym na czym film bazował i budował była sfera psychologiczna.

Dziewczyna z portretu - recenzja filmu na Strefie Trelaksu Dopiero w drugiej połowie filmu zacząłem odkrywać największą jego wartość. Dzieło okazywało się coraz mniej dramatem psychologicznym z punktu widzenia Einara-Lili, a coraz bardziej zaczynało koncentrować się na losach Gerdy i jej zmaganiach z akceptacją przemiany męża w kobietę.

W pewnym momencie przyznaję, że odetchnąłem z ulga. Nie byłem na seansie filmu przeznaczonego dla grup LGBT (żebyśmy się dobrze zrozumieli, nic do nich jako ludzi  nie mam, ale za tego rodzajem kinem nie przepadam).

Z jednej strony podziwiam postać Einara, jego upartość w poszukiwaniu własnej tożsamości. Z drugiej jednak jest mi go trochę żal. Film dokładnie przedstawia jak niełatwe było (i z pewnością dalej jest) życie hermafrodyty. Jak wiele niełatwych wyborów musi dokonać, by dojść do nie zawsze pewnego celu. Jeszcze bardziej jednak podziwiam jego żonę Gerdę. Jej bezgraniczna miłość, poświęcenie, walka z przeciwnościami i własnymi granicami tolerancji i obyczajowości budzi największy respekt. Wierna żona. Nowa Penelopa. Bez niej nie byłoby historii Einara. Zarówno film jak i życie głównego bohatera zakończyłoby się tragicznie. W moich oczach to ona jest prawdziwym bohaterem i godnym wzorem do naśladowania.

Wielki popis dała para aktorska Vikander-Redmayne. Eddie Redmayne zagrał na prawdziwym światowym poziome. Wcielając się w postać Lil aktor wykazał się niesamowita odwagą.  Potrafił całkowite zanurzyć się w graną postać poprzez doprowadzenie mimiki, gestów niezauważalnych ruchów do perfekcji. Mistrzowsko zagrała również Alicja Vikander, która wspaniale wciela się w rolę miłującej, wiernej i oddanej, choć cierpiącej żony. To po Ex Machinia jej kolejny bardzo dobry występ, co buduje dobre nadzieje na przyszłość. Zawodzą niestety postacie z drugiego planu. Stereotypowi, przewidywalni, mało ciekawi. Na wyróżnienie zasługuje tylko Amber Heard w roli przesympatycznej Ulli.

Dziewczyna z portretu imponuje również pod względem realizatorskim. Scenografia tak samo jak kostiumy i charakteryzacja bardzo wiernie odwzorowują początki XX wieku, co w połączeniu z muzyką Desplata zapewnia świetne doznania estetyczne. Najbardziej w pamięci zapadła mi scena  podczas której Einar, obserwuję w domu nazwijmy to „lekkich obyczajów” tańczącą kobietę, ucząc się od niej i poznając na nowo tak zmysłowość jak i swoje ciało. Ta scena jest niejako streszczenie problemu przedstawionego w filmie.

Z ciekawostek, nigdy nie powiedziałbym, że operacja zmiany płci była już możliwa w latach 30-tych XX wieku (czyli około 25 lat wcześniej niż pierwsze przeszczepy narządów). Widać pragnienie odnalezienia własnego ja jest zakorzenione w ludziach od bardzo dawna.

Podsumowując Dziewczyna z portretu to subtelna opowieść o tolerancji, o niewyobrażalnej i bezgranicznej miłości (inaczej niż zazwyczaj pojmowanej) oraz  o ogromnym poświęceniu i oddaniu. Opowieść kontrowersyjna, choć przedstawiona z ogromnym wyczuciem. Nawet największy prawicowiec nie powinien czuć się nią zgorszony. Dziewczyna z portretu - recenzja filmu na Strefie Trelaksu

Film skłania do przemyśleń, niesie piękne wartości, jest dobrze nakręcony, obsada jak najbardziej na plus. Czego więcej chcieć? Może odrobinę przeszkadzało mi słabe odwzorowanie rzeczywistego życia artystów (ciągłe imprezy i praca). Polecam wszystkim chcącym obejrzeć ambitne dzieło o niebanalnej treści z pięknym miłosnym morałem.

Moja ocena: aa Polecam wszystkim szukającym filmu skłaniającego do przemyśleń.

A Wy? Mieliście już okazję oglądać lub czytać „Dziewczynę z portretu”? Jak odbieracie postać Gerdy?