Chata - recenzja książki na Strefie Trelaksu

Chata – William P. Young (książka)

Chata - recenzja książki na Strefie Trelaksu
Tytuł polski: Chata
Autor: William P. Young
Ilość stron: 288
Wydawnictwo: Nowa Proza
Moja recenzja: Miałem okazję dziś przeczytać wspaniałą książkę pt. „Chata”. W Stanach okazała się ona wielkim hitem wydawniczym – zostało sprzedane już ponad 6 milionów egzemplarzy tego tytułu. Historia w niej zawarta jest niesamowita, opowiada bowiem o spotkaniu z Bogiem twarzą w twarz już teraz tu na ziemi i to w momencie największego ludzkiego zwątpienia w bożą miłość i jego plan. Całość pomimo rozważania dogmatów i tajemnic wiary, nie jest napisana niezrozumiałym językiem. Wręcz odwrotnie. Jest napisana jak dobry kryminał. Mogę ją polecić każdemu – bez względu na przekonania religijne.

„Tym, co między innymi trzeba wybaczać innym, a szczególnie sobie, jest niewiedza, która wyrządza szkody. Ludzie ranią nie tylko rozmyślnie. Znacznie częściej dlatego, że po prostu czegoś nie wiedzą; nie wiedzą jak być czymś innym, czymś lepszym.”

Aby dostrzec głębie tej książki trzeba się należycie do jej przeczytania przygotować – tzn. odpowiedzieć sobie na pytanie czy jestem gotowy do zrewidowania swoich najgłębszych przekonań dotyczących Boga i świata. Niejako warunkiem odczytu całości jest otwarcie umysłu i nie skreślanie całej historii z góry po kilku stronach. Książka ta, tak samo jak wszystko inne na świecie, nic w nas nie zmieni, jeśli nie będziemy tego chcieli. Postawi nam tylko pytania na które samodzielnie będziemy musieli odnaleźć odpowiedź. Zachowując więc otwarty umysł, zaczynajmy.

Bohater powieści, Mackenzi Allena Phillips mieszka na farmie ze swoją rodziną we wschodnim Oregonie. Pewnego dnia, w okresie trwania „Wielkiego Smutku” dostaje on pewien tajemniczy list w którym ktoś podpisany „tata” zaprasza go do chaty. Chata jest miejscem naznaczonym tragedią, bo to właśnie w niej 4 lata temu została zamordowana najmłodsza córka Mackanziego. Bohater z początku jest bardzo poirytowany zaistniałą sytuacją, szuka nawet żartownisia odpowiedzialnego za ten dowcip. W dalszym ciągu bardzo przeżywa śmierć córeczki. Od chwili morderstwa małej Missy, jego serce przepełnione jest owym „Wielkim Smutkiem”. Relacje Mackanziego z Bogiem są oziębłe wręcz formalne. Choć nie chce się do tego przyznać w sercu ciągle ma żal, że On – Wszechmocny pozwolił na takie bestialstwo. Pomimo ogromu cierpienie, gniewu, rozpaczy i bólu postanawia pojechać w tajemnicy przed rodziną do owego domu. Na miejscu ku swojemu zaskoczeniu i niedowierzaniu spotyka samego Boga.

„Wśród nas nie ma najwyższego autorytetu, tylko jedność. Łączą nas wzajemne relacje, a nie hierarchia służbowa, czy też „wielki łańcuch bytu”(…) Nie potrzebujemy władzy nad sobą, ani nad innymi, bo zawsze dążymy do tego co najlepsze. Hierarchia wśród nas nie miałaby sensu.”

Wydawać by się mogło, że tak wielką tajemnice jaką stanowi  Trójca Święta można próbować tłumaczyć tylko w niedostępnych do zrozumienia, dla przeciętnego Kowalskiego, traktatach teologicznych i filozoficznych. Chata jednak obala tą koncepcje, próbując pokazać tak czysto po ludzku czym jest owa Trójca. Należy jednak zauważyć, że książka nie jest mimo wszystko źródłem czy wykładnią dogmatów, dlatego jeżeli jesteś katolikiem polecam przeczytać książkę dopiero wtedy, gdy będziesz miał ugruntowaną wiedzę teologiczną odnośnie swojej wiary. Nie narazisz się na niepotrzebne wątpliwości. Autor jest protestantem i z tego punktu widzenia podejmuje rozważania o Bogu. Nie umniejsza ani nie powiększa to jednak wartości tego wyjątkowego dzieła.

„Och dziecko – przemówił Tata łagodnie – Nie lekceważ cudu łez. One mogą być uzdrawiającymi wodami i strumieniem radości. Czasami są najlepszymi słowami jakie potrafi wypowiedzieć serce. (…)
– Ale obiecałeś, że kiedyś już nie będzie płaczu. Nie mogę się tego doczekać.(…)
– Mackenzie, ten świat jest pełen łez, ale obiecałem, jeśli pamiętasz, że to ja wytrę je z Twoich oczu.”

Książka stanowi pewnego rodzaju sesję terapeutyczną (duchową) z Bogiem, Jezusem i Duchem Świętym. Choć brzmi to bardzo górnolotnie jest napisana bardzo zrozumiale. Prostymi słowami porusza problem zła i cierpienia na ziemi w aspekcie straty ukochanej niewinnej osoby – kilkuletniej córki. Jest historią  o walce z samym sobą i  procesie godzenia się z okrutnym nieraz losem.

Autor mówi, że książka powstała jako prezent dla jego sześciorga dzieci. „Chata” ma być metaforą „domu, który budujesz na własnym cierpieniu”.
Chata - recenzja książki na Strefie Trelaksu

„Mac, jeśli coś się liczy, wtedy wszystko się liczy – przerwała mu Sarayu – Ponieważ ty jesteś ważny, wszystko, co robisz, jest ważne. Za każdym razem, kiedy wybaczasz, świat się zmienia, za każdym razem, kiedy wkładasz w coś serce, świat się zmienia, każdy dobry uczynek, widoczny lub niewidoczny, jest spełnieniem moich celów i później już nic nie jest takie samo”

Książka próbuje odpowiedzieć na pytania, które nurtują każdego z nas: dlaczego istnieje cierpienie i jaki jest jego sens, dlaczego Bóg dopuszcza do istnienia tak wiele zła i tragedii, szczególnie w odniesieniu do dzieci. W książce poruszona jest także kwestia przebaczenia. Tego jak nienawiść niszczy człowieka od środka odbierając mu chęć do życia.  Co bardzo ważne, nie jest to tylko książka o wierze, ale przede wszystkim o miłości zdolnej uleczyć każdy ból i o trosce o własną rodzinę.

„Ziemia jest pełna nieba, A każdy zwykły krzew płonie Bogiem. Ale tylko ci, którzy widzą, zdejmują sandały; Reszta siada i zrywa jagody.”

Podsumowując, „Chata” jest przepiękną historią o tym, jak Bóg przychodzi do nas w naszych smutkach. Do  nas uwięzionych we własnych rozczarowaniach, zdradzonych przez własne wyobrażenia. Dotkniętych nieraz ogromnymi tragediami. I o tym co w naszym życiu może się zmienić gdy wybaczymy  wyrządzone nam krzywdy.  Uważam, że gdyby istniało więcej takich książek, to wielu zniechęconych do religii ludzi zrozumiałoby,  jeśli nie jej sens to chociaż podstawy głoszonej prze nią miłości i zbawienia.

Moja ocena: recenzja ksiażki na StrefieTrelaksu Naprawdę warto przeczytać tę książkę. Niezależnie od poziomu wiary czy nie-wiary w swoim życiu. Powieść dostarcza wielu wzruszeń i refleksji oraz daje wiele okazji  do przemyśleń ad własnym życiem i postępowaniem.

A Wy? Czytaliście już „Chatę”? Jak Wam się podobało przedstawienie w niej Boga?

  • Kurcze no, jak lubię w książkach wszelakie motywy religijne, zwłaszcza jakieś podważanie dogmatów chrześcijańskich, tak ta książka nie bardzo mnie zaintrygowała :<
    Póki co wolę akcje czy fantasy, coś, dzięki czemu mogę oderwać się od rzeczywistości, ale powiem szczerze, że to bardzo piękna recenzja, niezwykle dojrzała i "górnolotna"!

    • Bardzo się cieszę, że Ci się spodobała 🙂 przeczytaj kiedyś Chatę, nie zawiedziesz się 🙂

  • Dariusz Mizera

    Kolejna książka, która mnie zafascynował i przeczytałem ją od deski do deski. Interesują mnie takie klimaty. Fajnie ją się czytało. Polecam nawet tym, co z Bogiem maja na bakier.