Boku Dake ga Inai Machi- recenzja anime na Strefie Trelaksu

Boku Dake ga Inai Machi (anime)

Boku Dake ga Inai Machi- recenzja anime na Strefie Trelaksu Nazwa: Boku Dake ga Inai Machi
Typ: TV
Data emisji: 08.01.2016
Data zakończenia: 25.03.2016
Liczba odcinków: 12
Studio: Fuji TV, Aniplex, DAX Production, Kadokawa Shoten, Aniplex of America, Dentsu, A-1 Pictures
Długość odcinka: 23 min.
Moja recenzja: Miałem w ostatnim czasie okazję obejrzeć Boku Dake ga Inai Machi – w wolnym tłumaczeniu Moje miasto beze mnie, nazywane alternatywnie ERASED. Anime to było zapowiadane jako ogromny HIT. Mojego sercanie podbiło, lecz trzeba uczciwie przyznać że jest więcej niż przeciętne.

„Nie uda ci się, jak będziesz takim pesymistą. Lepiej zakładać, że ci się uda. Kto nie ryzykuje, nie zyskuje.”

Główny bohater Satoru Fujinuma, trzydziestolatek tworzący słabe mangi, pracujący na co dzień w pizzerii, mający dodatkowo problem z wyrażaniem swych myśli, posiada dar umożliwiający mu zapobieganie śmierci oraz wypadkom poprzez cofnięcie się w czasie do momentu poprzedzającego nieszczęśliwe wydarzenie. Boku Dake ga Inai Machi- recenzja anime na Strefie Trelaksu

Nie jest on jednak tego daru świadomy i dopiero pewnego dnia gdy zostaje wplątany w sprawę zabójstwa i aresztowany przez policję owa nadnaturalna zdolność się w nim przebudza. W akcie desperacji przenosi się w przeszłość jako uczeń szkoły podstawowej w miejsce, gdzie wkrótce ma dojść do porwania jego znajomej z klasy – Kayo Hinazuki…

Od początkowych odcinków wciągnęła mnie tajemnicza atmosfera, którą uważam za największy plus tego anime. Jest ona z pozoru dość ciężka w odbiorze, lecz w rzeczywistości przyjemna w oglądaniu. Powstało już bardzo wiele anime o zdolności przenoszeniu się w czasie i sam pomysł nie jest oryginalny, ale to, w jaki sposób protagonista wykorzystuje swoją moc jest bardzo intrygujące i warte głębszego wejrzenia. Nie ma on bowiem nad nią żadnej władzy i dopiero gdy w losowych z pozoru okolicznościach sposób ujrzy niebieskiego motyla jego moc się uaktywnia. Nie jest to więc typowy bohater o nadludzkich zdolnościach. Szczerze powiedziawszy bardziej przypomina ciapę – jest to naprawdę udane eksperyment ze strony twórców.

„Próbować zapomnieć kogoś, kogo kochasz, to jak próba przypomnienia sobie kogoś kogo nigdy nie poznałeś.”

Boku Dake ga Inai Machi- recenzja anime na Strefie Trelaksu W Boku dake ga Inai Machi przedstawiono niestety zbyt skromną w mojej ocenie liczbę bohaterów, z czego w  dodatku zdecydowana większość była jednotorowa. Mała ilość bohaterów w połączeniu z tą właśnie jednotorowością nie pozostawiły niestety miejsca na rozwinięcie niektórych dobrze zapowiadających się wątków np. członków szkolnej paczki głównego bohatera.

Bohaterowie są przewidywalni i tylko czasami udawało im się mnie zaskoczyć. Najlepiej w moim odczuciu wypada główny bohater – motywy którymi się kieruje, jego cechy charakteru czy ideały są klarownie ukazane widzowi, choć i on miejscami ma swoje minusy (dlaczego trzydziestolatek, czerwieni się będąc blisko dziesięcioletniej Kayo?). Najgorszą postacią, bo zupełnie niedopracowaną, w całej serii jest zdecydowanie Yashiro. Motywy jego postępowania nie zostały w ogóle wyjaśnione, a przecież to on zabijał dzieci. Yashiro jak zrozumiałem staje w opozycji do dobrego protagonisty, tworząc konflikt który ma skłonić odbiorcę do przemyśleń. Może to kwestia tego, że anime liczy tylko 12 odcinków i po prostu autorom zabrakło czasu na takie „drobnostki”. Dla mnie to niewątpliwie jest to minus. Generalnie trzeba stwierdzić, że postaciom brakuje wiele do ideału.

„Śmierć jest taka niesprawiedliwa. Przychodzi do tych którzy jej nie potrzebują, zamiast do tych, którzy się o nią ubiegają”

Zupełnie inaczej anime przedstawia się w warstwie graficznej. Kreska Boku dake ga Inai Machi jest po prostu piękna. Zarówno kolorystyka, tła, cieniowanie jak i same postacie zostały wykreowane z detalami w dużej szczegółowości. W pełni oddały klimat wykreowanego świata. Szczególnie rysunki postaci cieszyły moje oko. Boku Dake ga Inai Machi- recenzja anime na Strefie Trelaksu

Sylwetki nie były zbyt wymyślne, miały zachowaną naturalną proporcję, natomiast same twarze były, jakby to ująć, rozmazane. Ten celowy zabieg miał pomóc bardziej utożsamić się widzowi z głównym bohaterem i pozwalał jeszcze dokładniej oddać emocję, którą bohater w danej chwili przeżywał.

„Ludzie którzy śmieją się mocno to ludzie którzy doświadczyli wiele bólu”.

Całość anime dopełnia wspaniała ścieżka dźwiękowa. Originalny soundtrack zawiera wiele klimatycznych utworów. Całą sztuką jest dopasowanie dźwięków do konkretnej sceny i to w moim odczuciu udało się w Boku dake ga Inai Machi perfekcyjnie. Obraz i dźwięk perfekcyjnie się komponuje tworząc niepowtarzalny nastrój. Jak chyba każde anime także i to posiada charakterystyczny muzyczny motyw przewodni, który trzeba przyznać wpada w ucho. Także energiczna piosenka początkowa od razu przyciągała moją uwagę.

Podsumowując autorzy anime starają się w nim przekazać, jak ważne jest zaufanie pomiędzy ludźmi oraz jak ważna jest pomoc innych i przyjaźń. Boku dake ga Inai Machi udowadnia, że dla nikogo nie jest za późno na lepsze życie i każdy na nie zasługuje. Pomimo lekkiego przerostu formy nad treścią, anime faktycznie skłania do refleksji i co najważniejsze niesie ze sobą pozytywne przesłanie.

Moja ocena: aa Boku dake ga Inai Machi jest zdecydowanie warte poświęcenia czasu. Nie polecałbym go jednak jako pierwsze w życiu anime do obejrzenia.

A Wy oglądaliście już anime w którym bohater miał zdolność przenoszenia się w czasie?

  • Sonia Reina

    Krótka seria, która jednak bardzo mocno zapada w pamięć – w tym wypadku jednak mała ilość odcinków działa na jej korzyść: sztuczne jej przedłużanie mogłoby zabić fabułę, która jest jej siłą napędową.
    No właśnie, fabuła. Bez zbędnych spoilerów, bo nie jest to anime, które ogląda się przyjemnie, widząc co się stanie dalej. Wszystko dzięki wszędobylskiemu napięciu, zakończeniu każdego odcinka cliffhangerami (z każdym robią się większe) i pomimo wieku postaci, przez co może się wydawać, że są nudne i że nie można im okazać empatii, jest dokładnie odwrotnie. Poruszają trudne tematy, napotykają problemy, przy których nie jeden dorosły by się poddał, i rozwiązują je w czasem naiwny, bo bardzo dziecinny sposób, który nieoczekiwanie działa bardzo dobrze (może właśnie dlatego, że jest taki nieoczekiwany)?
    Bardzo spodobała mi się również oprawa graficzna – choć pod tym względem bez rewolucji, bardzo ucieszyło mnie, że nie jest to typowy tasiemiec, gdzie kreska jest tworzona najtaniej i po najmniejszej linii oporu. Twórcy naprawdę się przyłożyli, by kolory były bardzo żywe, postaci naturalne, ruchy pasujące do sytuacji.
    O dźwięku niewiele potrafię napisać poza tym, że oglądanie bez niego mija się z celem – tak dobrze integruje się z tym, co dzieje się na ekranie, że z jednej strony go nie słychać, z drugiej zdecydowanie jest niezbędny. Niemniej piosenka endingu jest tak emocjonalna i wspaniała, tym bardziej jeśli wsłuchać się w tekst, że dodałam ją z miejsca do mojej ulubionej playlisty, po ponad pół roku ciągle wzruszając się, gdy ją słyszę.
    Podsumowując, nie przesadzę jeśli powiem, że jest to najlepsza seria sezonu i jedna z najlepszych w całym roku, jeśli znudziły się wam już słodkie dziewczynki, udawane emocje, fabuła, której mogłoby w ogóle nie być, przekolorowane tła i stroje. Krótko, jeśli macie ochotę na otwarcie szczęki i trzymanie jej tak przez jakiś czas po zakończeniu serii, po czym całą noc spędzić na rozmyślaniu o wszystkim co się stało – nie można było trafić lepiej.”

    • Bardzo dziękuje za rozbudowany komentarz, ciesze się, że również i Tobie się podobało 🙂